Współcześnie w Europie rzadko zdarzają się rozboje na drogach. Wprawdzie w 1987 r. doszło do poważnego napadu z bronią w ręku na autokar turystyczny we Francji, ale zdarzenie to miało charakter incydentalny. Kiedyś jednak, gdy podróżowało się długo i często samotnie, a egzekwowanie prawa było mało skuteczne, rabusie bezkarnie grasowali po drogach. W średniowieczu rozboje stały się tak powszechne, że prawie nikt nie odważał się samemu wybierać w podróż. W Wielkiej Brytanii i na kontynencie europejskim kupcy i pielgrzymi podróżowali grupami, uzbrojeni w miecze i pałki. W Anglii rozboje nasiliły się szczególnie w XVII i XVIII w., gdy rozpowszechniły się dyliżanse. Rozbójnicy zaczajali się w opustoszałych lub odludnych miejscach. W pobliżu Londynu do takich niebezpiecznych miejsc należało Hounslow Heath. Tu gdzie obecnie na międzynarodowym lotnisku Heathrow lądują jumbo jęty, w 1698 r. trzech zbójców po kolei ograbiło w letni dzień ponad 30 podróżnych.